Kosmici i tragikomedia w czasie kwarantanny. Agadir. Południowe Maroko

Maroko to kraj, który nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać i którym mnie nie nudzi . Ta mozaika kolorów ( kultura tworzona przez człowieka ) ciągle uzupełnia się, dodając kolejny kształt .

Obraz pierwszy . Niespodziewane piękno.

Postacie: Alicja , pies zwany Bruno, mężczyzna w białej sukience

Tło akcji: Rowy melioracyjne, które znajdują się pomiędzy moim osiedlem a dzielnica willową. W rowach tych woda nie płynie , chyba że pada kilka dni, co jak wiemy, bo pisałam, zdarza się raz na klika lat. W rowach tych zazwyczaj mieszkają różni , jak to się mówi : wykolejeńcy, czyli Ci co odbiegają od wizji ogółu , od powszechnie utartych opinii. Psy, koty, szczury. Oraz śmieci, wyrzucane przez leniwych mieszkańców najdroższej dzielnicy willowej w Agadirze.

Akcja: Alicja, zwykle wyprowadza psa w godzinie policyjnej, podczas obowiązującej kwarantanny, ( bo w końcu spokój na ulicach) własnie w rejony tych rowów. Pies, zazwyczaj znika w krzakach szukając szczęścia. Czasami szczęście nie chce przyjść łatwo, więc znika na długo . Alicja cierpliwe stoi i czeka, zazwyczaj z telefonem w ręku lub patrzy w niebo ( jak było tym razem) i myśli o niebieskich migdałach, aby jakoś ten czas oczekiwania jej przyjemnie minął.

Stoi więc w tych ” gruzowiskach ” jak je nazywa pieszczotliwie i stoi. Nagle, kątem oka widzi mężczyznę, który w pośpiechu gdzieś gna, na skróty, bo nikt „normalny” ( znowu wedle kategorii ogółu i norm nie wiadomo skąd przyjętych) nie zagląda w te rejony bez potrzeby ( siku, kupa = pies lub śmieci ). Mężczyzna ma czapkę , długą biała sukienkę zwaną „ganordą” ( jak pamiętacie – bo pisałam – mężczyźni często podkreślają białym kolorem, że coś ważnego dzieje się w ich życiu, a że dzisiaj piątek….). Alicja udaje, że czegoś szuka, mężczyzna mijając ja przystaje na chwilę, i patrzy… Alicja nerwowo zaciska smycz. w ręku …. a w duchu myśli: zabije tego szwendającego się psa… Nagle, mężczyzna wyrywa ją z morderczego transu , uśmiecha się , pokazuje ręką okolice i mówi:

Pięknie tu prawda.? – wskazuje ręką na gruzowiska i domu w budowie

Tak Tak ! Pięknie! (…)

Obraz drugi . Mini Zoo .

Tło: Pamiętacie „cztery łapy ” w Maroku ? No to musicie wiedzieć ze niesyty Myszka już odeszła za tęczowy most, za to Czarna Dama wraz z Krówką stworzyły nowy koleżeński związek. Co z tego wynikło ?

Ano to, że jak Czarna Dama zaczyna ujadać, widząc sobie tylko znane duchy i inne stwory, to do jej ujadania dołącza się Krówka, aby pomóc w obronie tych niewdzianych „istot”. Ponieważ psy ( razem z kotami i osłami) nie mają kwarantanny – inny gatunek – jak już wspomniałam , kiedy ten biedny człowiek siedzi zabarykadowany w domu, przed nieznanym złem, które jak niektórzy mówią, atakuje nawet w powietrzu ( sugeruje przestać oddychać, pomaga).

Zwierzęta te korzystają w końcu z życia i szaleją na ulicach i gonią się pomiędzy blokami. No, może za wyjątkiem osłów, te się nie gonią , stoją jak barny i patrzą w śmietnik. Aby nie było, jest to przykład z życie wzięty, bo barny i kozy robią dokładnie to samo tylko o innych godzinach i nie w nocy.

Rozwinięcie akcji : Do Starej Anielicy, wprowadziło się dziesięć szczeniąt , nie że do jej domu . Ot, co to, to nie! Ale pod klatkę . A wiem o tym dlatego, że jej klatka jest obok mojej . Nie, ona ich nie przyniosła . Po prostu pewno wieczora 10 szczeniąt przeszło przez ulice i ulokowało się dokładnie pod jej drzwiami . Wiem, bo widziałam z okna . Zawsze widzę ważne rzeczy . Tak mam odkąd się tu wprowadziłam . Szczeniaki plątają się pod nogami razem z kotami, które to ( koty) co gorsza i ku oburzeniu Brunka, nie dość że się plątają pod nogami to jeszcze wskazują na drzewo. A jak wiemy nie każde zwierze to potrafi . Pod nogami około 20 szczeniąt a przy śmietnikach 2 gangi osiedlowe, problem z gangami jest taki, iż każdym dowodzi kobieta. Suka. Obydwie są dziewczynami Brunka. Jak zaczynają się bić o jedzenie ( którego i tak nie ma ) zazwyczaj późno po śniadaniu Ramadanowym ( po zachodzie słońca) to mój Brunko nie wie, czy ma dopingować z okna w salonie czy z okna w sypialni. I to i tamto powoduje, że życie z mini zoo zagłusza ptaki. A sen Alicji został przesunięty – jak na Ramadan przystało na czas wschodu słońca.

Obraz 3. Kosmici schodzą na ziemię

Tło akcji: Kiedy zaczyna się godzina policyjna i zamykają wszystkie sklepy czyli o 18.00 nowego czasu , Alicja wychodzi z psem na spacer aby zdążyć wrócić do domu po zachodzie słońca . Jak wiecie, okolica Alicji słynie z pięknych willowych domów i rowów melioracyjnych, które służą za wysypiska śmieci i za miejsce zamieszkania bezdomnych , kotów i psów . ( patrz obraz 1 w tekście powyżej). O tej porze, większość osób siedzi w domach ( zakaz wychodzenia) lecz nagle na tej pustej drodze zatrzymuje sie z piskiem opon prawie przed nogami Alicji czarny osobowy samochód z wyskakuje z niego 3 kosmitów. To znaczy Alicja nie wie jakiej są narodowości ani jakiego pochodzenia bo ubrani są w ogromne białe skafandry i kaski na głowie ( patrz film Seks Misja) .

Akcja:

Matko Święta – Brunko ! Brunko – choć do Pani ! – Woła przerażona Alicja i zaczyna szukać w głowie numeru na …. Policje ( sama nie wie dlaczego przyszedł jej pomysł z policja, może to było spowodowane szokiem, bedzie sobie tak to później tłumaczyła ) .

Matko Święta – bedą truć psy , albo zbierać te zatrute ( bardzo popularne zachowania „służby sanitarnej” w Maroku). Nie wie, dlaczego skojarzyła kosmitów ze służba sanitarną, też wytłumaczy to sobie potem szokiem.

Wyciąga telefon i patrzy… Patrzy, bo wracają a za kosmitami, Ci, którzy tam mieszkają, tak zwani „wykolejeni”. Patrzy dalej a kosmici wyciągają z samochodu wielkie pudła z jedzeniem i zaczynają im je rozdawać. Alicja nie wiedziała, że rów melioracyjny możne pomieścić około 30 „bezdomnych” – bo tylu naliczyła. Tym bardziej że z „zewnątrz” ich nie widać.

Czas stanął w miejscu. Obraz wyszedł z ram.

Obraz 4. Tragikomedia

Tło akcji: Ani jedna osoba, z którą Alicja rozmawiała w Agadirze ( przepytała na oko, około 50 osób) nie wiedziała, że maseczka którą nosi, bardziej szkodzi niż pomaga. Nawet na pustyni jak wieje, to nie chroni przed pyłem a co dopiero przed wirusem ( przypomnę od czasu jak Król ogłosił co ogłosił, wówczas od 7 kwietnia jest obowiązek noszenia maseczek do odwołania ).

Rozwiniecie akcji: Alicja zmierza z odpoczynku na plaży do domu . Mała „Panda” z psem z tyłu zatrzymuje się na zwyczajowej kontroli policji, przed wjazdem do miasta. Mała budka policyjna, kilku panów wokół, jeden kieruje ruchem. Należy się zatrzymać i poczekać na znak ręką, że można jechać dalej bądź też nie.

Gdzie maseczka! – dopada do mojego okna w Pandzie młody policjant . Twarz osłonięta czarną bandanką, Oczy świdrują moją wysmarowaną kremem z filtrem 50 twarz.

Pies zjadł – pokazuje placem na Brunka za moimi plecami ( takie małe kłamstwo, bo Brunko nie za bardzo lubi sztuczne materiały, tak naprawdę to Alicja miała kiedyś jedną maskę, przez tym jak Król ogłosił co ogłosił , ale porwał ja wiatr, więc stwierdziła, że tak musiało być, a że dba o swoje zdrowie i drugi raz nigdy maski nie kupiła.

Policjant spojrzał na Alicje uważnie i na wdechu, wymachując rękami na środku ulicy zrobił jej 10 minutowy wykład.

Czy Pani nie wie, że jest taki stan wyjątkowy i że jest taki wirus na całym świecie i że każdy ma być równy w tej sytuacji, taki sam i nie ważne czy z Francji , Maroka czy z Ameryki !

Pani z Ameryki tak ? Przerwał na całe szczęście bo Alicja bała się, że się zapowietrzy …

Nie, ja z Polski….

A wy tam w Polsce nie macie wirusa ?

Mamy, zawsze jakiś był ..wirus ( odpowiedziałam i dodałam w myślach: tak mały że spokojnie przez maseczkę wędruje …jak tylko się go zaprosi )

Czy Pani wie, że jest obowiązane noszenie maseczek? Kosztują niecałego dirhama. Kupię jak będzie Pani jechać z powrotem to ma sie Pani tu zatrzymać! Pamiętaj! Świdruje Alicję oczami.

Mija klika dni. Alicja jedzie z plaży z psem do domu. Postój policji, jak zwykle w tym samym miejscu. Znajomy Pan Policjant machnął ręką aby jechać … Pewno mnie nie skojarzył – myśli Alicja.

Nagle! Stop! Alicja widzi z tyłu lusterka, jak biegnie za samochodem! Dogania i patrzy na twarz Alicji wysmarowaną białym filtrem 50 . Taka maseczka.

Alicja przełyka ślinę i czeka co powie.

Piękny pies! Piękny naprawdę! – pokazuje placem siedzącego z tyłu Bruna

Akcja druga: Alicja dostała maseczkę od miłej Pani z piekarni abym mogła wejść do Carrefoura i kupić mięso dla psa. Paradowała w niej na szyi „łącząc” się w bólu z wieloma, jadąc do wspomnianego marketu a po drodze wpadając do zaprzyjaźnionego warzywniaka.

Masz maseczkę?!- Wykrzyknął na mój widok sprzedawca, aż mu pomidory wypadły

Wzięłam specjalnie dla Was, założyć ?

Nie nie! Tak tylko pytam. Myślałem, ze nie nosisz – powiedział rozczarowany

Akcja trzecia: Agencja nieruchomości – zza przeszklonymi drzwiami siedzi Fatima z maseczką na szyi, na widok Alicji, szybko ją zakłada. Alicja macha ręką aby tego nie robiła i jednocześnie pyta czy sama ma założyć . W końcu też ma ją na szyi.

Nie! – krzyczy Fatima. Coś ty zwariowała! W tym się nie da oddychać.

A wiesz, ze to bardzo szkodliwe na dłużą metę dla zdrowia ? – poucza ją Alicja.

Nie, nie wiedziałam – robi wielkie oczy, muszę mamie powiedzieć.

4 myśli na “Kosmici i tragikomedia w czasie kwarantanny. Agadir. Południowe Maroko”

  1. Zmroziłaś mnie tą godziną policyjną w Maroku. Od godz. 18??? Do której? Toż to gorsza opresja, niż w Polsce w stanie wojennym, bo wtedy – o ile pamięć mnie nie myli – zaczynała się o 22 i trwała do 6 rano! I też stoją policjanci na każdym rogu ulicy, gotowi do legitymowania każdego, kto im się nie spodoba? Niemiło to wspominam, więc gdy pojawiła się w Internecie petycja za wprowadzeniem w Polsce stanu wyjątkowego z powodu epidemii (by legalnie przesunąć termin wyborów prezydenckich), to pomyślałam sobie, ze na taki pomysł mógł wpaść tylko ktoś, kto nie przeżył na własnej skórze stanu wojennego za Jaruzelskiego i nie wie, czym to pachnie.

    1. Basiu , tak była godzina policyjna…nigdy w Polsce jej nie doświadczyłam za to w Maroku tak 🙂 od 18.00 do 5 rano. Nie, nie przestrzegałam jej wcale, wychodziłam i wracałam kiedy chciałam, oczywiście unikałam spotkania z policją, co w większości mi się udawało. Godzina policyjna skończyła sie 25 maja.

  2. Martynko, też nie noszę kagańca (tzn. maseczki), bo uważam to za kolejny pandemiczny absurd (na drugim miejscu po zniesionym już zakazie wchodzenia do lasu). Ale noszę w kieszeni lub w torebce cieniutką indyjską chusteczkę, którą zakładam w sklepach czy w banku, by nikt nie umarł na zawał ze strachu przed moją ludzką twarzą. I pomyśleć, że jeszcze niedawno, gdybym weszła do banku z chusteczką na twarzy, to straż natychmiast by mnie zatrzymała! Czysty surrealizm.
    Na szczęście nasi niemiłościwie panujący obiecują, że lada moment zniosą ten absurd paradowania po ulicach w bawełnianych lub syntetycznych szmatach na twarzy. Tylko co wtedy zrobią ci przerażeni w kagańcach, którzy pouczają bezmaskowych, jakie to zagrożenie stwarzają??? Może założą maski p/gazowe? I będzie jeszcze weselej :-)))

    1. Basiu kochana…dziękuję że czytasz moje teksty 🙂 Dokładnie tak ! Poczucie humory to priorytet i dystans 🙂 Odezwę się na maila 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *