Lato w Maroku

Kolory latem są lekkie, wręcz
„przeźroczyste” jak szyfonowa sukienka, obrazy są drgające, lekko drżące jak ręka starszej osoby, ziemia jest parująca i
buchając żarem jak stara lokomotywa Jana Brzechwy.
Uch – jak gorąco! Puff – jak gorąco!
Uff – jak gorąco!
Żar!
Toniemy w słońcu na pustyni…
Spokój tych beżowych barw, jasno
rudych i lekko pożółkłych powoduje, że zastygamy w
bezruchu, chroniąc się w cieniu palmy przed tym skwarem.
Nawet much nie ma, to nie ich pora. Tylko pojedyncze pojawiają się wcześnie rano i jak budzik brzęczą za
uszami, że pora wstawać, potem długo, długo nic…bo jak można
mówić o muchach w liczbie pojedynczej ?
Nadciągną jesienią.
Lato w Maroku kroczy dostojnie jak
napotkane stado wielbłądów na Saharze, jest pewne siebie, wręcz
nieugięte w swych temperaturach.
To mamiące słońce …Niby lekkie całe białe ale pali.
Wstaje co rano zza wydm i z czasem
obleka się w ten  biały szyfon, nie ma go a jest.
43 w zenicie, 28 w nocy.
W tym świetle wszyscy wydają się
starsi niż są w rzeczywistości a przedmioty bardziej zniszczone.
Ziemia spękana, jak pięty przynoszącego mi herbatę Saharyjczyka.
Spalone trawy, wyschnięte krzewy.

Jest jednak coś w tym letnim wyschniętym krajobrazie, co burzy ład. Kolor niebieski
Właśnie tak dla kontrastu powiewają jak
flagi życia, niebieskie ubrania poganiaczy wielbłądów..turbany
trzepoczą na wietrze niby wstęga wody…Kolor życia…
Kolejna fatamorgana o tej porze roku.

Dodaj komentarz