Martinitours & wyprawa w poszukiwaniu skamielin – FOTO ZARYS WYPRAWY

DZIEŃ PIERWSZY: MALINOWY MARRAKESZ

Listopadowy poranek zaczął się od zapakowania mat do spania, śpiworów, łopat, kilku walizek, wody i innych niezbędnych do przeżycia na pustyni produktów :). Rozpoczyna się nasza 8 dniowa wyprawa na Saharę przez góry Atlasu i oazy …

 „Jak to wszystko zmieścić !!! ??? ”                                                        zdjęcie M.B.

Cel : skamieliny, ryty naskalne, zęby dinozaurów oraz inne skarby które mamy zamiar odkrywać podczas naszej wyprawy

PRZEZ PRZEŁĘCZ TIZN’T TISZKA W ATLASIE WYSOKIM

Szczyty Atlasu Wysokiego zasypane białym puchem, „łapiemy” śnieg obiektywem 🙂

                                                     (jest super! )              zdjęcie M.B.

Dalej droga prowadzi nas starym szlakiem karawan w stronę siedziby Panów Atlasu Wysokiego – Glaoua

Tędy, w czasach panowania Glaoui ( 1860 – 1960), zmierzali najznakomitsi  goście, aby bawić w pałacowych komnatach . Jedziemy i my!

Zanim docieramy do Kazby Glaoui, drogę przebiegają nam dziki a potem przekraczamy „rzekę” 🙂

W samym sercu wioski Telouet, stoi ( jeszcze stoi, gdyż przez lata był rozkradany i zostawiony na łaskę dżinów) dom Panów Atlasu Wysokiego ( kazba ). Teraz muzykę wykonuje tam wiatr, ze świstem wpada przez okna , po komnatach / pustych / w dziwnym tańcu pląsają turyści .

DZIEŃ DRUGI – PRZEZ GÓRY BEZ WODY!

Chłody poranek dobrze jest zacząć zupą z grochu i herbatką z piołunem 🙂 Zupa z grochu (bisara) doprawiona ostra papryką (harrisa) rozgrzewa!

                                                                                                                              zdjęcie M.B.

” herbata musi się pienić, nikt ojeju pić nie będzie”-tak mówią Marokańczycy -więc spieniam ją i spieniam ….
                                            
Góry bez wody /Saghro/.

Wędrujemy naszym  „Landkiem” jak po księżycu.

                                                                                                    zdjęcie M.B.

I wydawałoby się iż na księżycu nie ma życia, a tu proszę! Spotykamy karawanę z mułami! 🙂

Oraz „ścigamy” się z dostawczym mercedesem. Nomadzi wiozą kozy do najbliższego miasta. 
Mały handelek na szczytach Saghro 🙂 a na straganie same kryształy! 🙂 
                                                                                      zdjęcie M.B.
Zbieranie skarbów ukrytych w górach… może tam?
Każdy szuka jak umie:) 
O ho ho!!! I proszę! znaleźliśmy kobrę! Uwaga! Nie wolno podchodzić !
 a kawałek dalej skorpiona… i kto na kogo polował ? 
Najlepiej  w obliczu takiego zagrożenia szybko odejść w swoją stronę. Ich jad zabija….
Jedziemy wiec dalej przez góry bez wody, ale emocje związane z naszymi znajdami długo nas nie opuszczają, najlepiej będzie zatrzymać się na obiad w małej miejscowości N’kob. Zamawiamy same delikatesy z lokalnej kuchni: 
– szaszłyki z wątróbki!
– oliwa i oliwki!
– sałatka marokańska!
– świeżo wypieczony chleb!
– migdały na deser i pomarańcze!
– herbata ze świeżym majerankiem! 
                                                                                                                  zdjęcie M.B.
 Oto prawdziwa uczta!
Z pełnymi brzuchami udajemy się na pustynie! Pod same wydmy Chebii!
DZIEŃ TRZECI – SAHARA
Obudziły nas silne promienie słońca, zapowiada się piękny listopadowy dzień 🙂 
Kto żyw udaje się na śniadanie…z widokiem 
Dzisiaj to dzień,  kiedy rozpoczynamy poszukiwania skamielin. Okolice Erfoud, słyną z czarnych marmurów ,w których to utkwiły po wsze czasy stworzonka. Mieszkały w tych okolicach przed wyschnięciem oceanu. Możesz tu znaleźć  amonity, otwornice a czasami trylobity . To zaczynamy!
Jak myślisz zmieści się do walizki ? 
Do koszyka nie weźmiemy ale zdjęcie można zrobić 🙂
Pomiędzy tym martwym, zaklętym w głazy światem dostrzegliśmy mała żywą roślinkę, kwiatuszek pustynny…
Łowcy skarbów – wyruszamy dalej! 
                                                                                                            zdjęcie M.B.
Pustynia przy Ergu Chebii ma to do siebie iż zachwyca różnorodnością i w kolorach i w formach w jakich nam się ukazuje, raz hamada raz erg…
„Łapiemy”  ją w obiektyw… aby zatrzymać na chwile jej ulotne zmieniające się piękno
trochę bardziej na prawo! 😉 FOTO SAFARI !
Wytropiliśmy  ślady po uczcie nomadów ! 🙂
I udajemy się w stronę granicy z Algierią
Wokół nas – jak okiem sięgnąć – cisza i pustka. Jesteśmy 20 km od granicy z Algierią, kierujemy się na południowy wschód. Nagle! Stop, wysiadać, koła ugrzęzły w miękkim piachu…
Każdy z nas pomaga jak umie 🙂
Piach nie chce puścić, może pomogą kamienie ? 
W między czasie, kiedy mężczyźni zajmują się wyciąganiem auta z piachu, rozpoczynam piknik. Nic tak nie odgania złych duchów jak zapach dobrego jedzenia!
Zaczynam od herbaty, która musi być mocna jak życie, gorzka jak śmierć i słodka jak miłość … dorzucam jeszcze garść majeranku 🙂
I udało się! Auto stanęło na 4 „nogi” a my jemy kurę w pomidorach 🙂
Pachniało tak iż nawet jaszczurka przybiegła dołączyć się do uczty 🙂 
Słonko powoli chyli się ku zachodowi, piasek przybiera barwę purpury, fioletu. Wielbłądy wracają do domów z wypasu i my zmierzamy na nasz kolejny nocleg .. po środku pustyni…
DZIEŃ CZWARTY – TRASĄ RAJDU PARYŻ – DAKKAR
W Maroku życie toczy się na dachu, a poranna kawa na wysokościach inaczej smakuje 🙂
Mijamy wioskę ulepiona z gliny i podpatrujemy jak toczy się w niej życie.
a w miedzy czasie: spełniamy marzenia
                                     ” tak bardzo chciałem ułożyć kopczyk z kamieni…”  🙂
                       
  Zmierzamy stronę gór Kem Kem

prawo, lewo, prawo lewo….?

Tu, w okolicy dawno, dawno temu hasały dinozaury, czy uda nam się znaleźć choćby jeden ząbek od nich ?
gdzie te ząbki?

O! jest  „dinozaur”!!! 🙂

Nie bójcie się,  sprawdziłem, nie ma zębów, właśnie szuka 😉
Uff, po takich przeżyciach udajemy się dalej w drogę, ale włączył się w nas instynkt poszukiwaczy i co chwilę wysiadamy z auta, aby coś jeszcze znaleźć. O tu, o proszę , jest ślad, że w pobliżu są nomadzi!
Piec chlebowy do „tagine” ( garnek). Faktycznie, kawałek dalej obozowisko,  pozwalają nam podejść, to idziemy się przywitać. W obozie, skromnym ale zaopatrzonym we wszystkie niezbędne do przeżycia produkty, witają nas kobiety. Nowo narodzony bobas gaworzy  schowany w namiocie ( nie dobrze jest dzieci wystawiać na pokaz, szczególnie obcym).
Mężczyźni na wypasie ze zwierzętami.
Słonce już dawno przekroczyło Zenit, pora obiadu!  Urządzamy więc piknik pod akcją 🙂
Po sjeście,  przez wyschnięte koryta rzeki, jedziemy w zielony świat – do oaz przy rzece Draa.
DZIEŃ PIĄTY – DOLINA RZEKI DRAA – RYTY NASKALNE – W STRONĘ OCEANU! 
Po nocy spędzonej w kazbie / warowni ulepionej z gliny/ 
udajemy się na spotkanie mieszkaniowców doliny rzeki Draa – Haratynów. Mijamy ogromne oazy … lasy palmowe…
A jak smakują daktyle z rejony Tafilalet ? 
                                                                                             zdjęcie M.B.
                     
a palmy to wdzięczne modelki 🙂
Dzisiaj,  przeprawiamy się w stronę Tata, Akka  a celem jest Ocean! Dzień nam mija na łapaniu w kadr obiektywu korowych chwil, a w przerwach na herbatkach marokańskich, które jak tubylcy wypijamy w rekordowych ilościach, obserwując gwar uliczny i dzieląc się wrażeniami.
Niektórzy śpią 🙂 
Pora na „przejażdżkę” w czasy prehistoryczne! Wyruszamy zobaczyć zobaczyć dowody, iż w zamierzchłych czas żył tu człowiek, zostawił po sobie ślady wyryte na kamieniach. Ale gdzie to jest ? 
Mamy! Znaleźliśmy jakie zwierzęta biegały po tym terenie w zamierzchłych czasach .
 gazele 🙂
DZIEŃ SZÓSTY – OCEAN!
Przez cały dzień towarzyszy nam „śpiew” Oceanu Atlantyckiego. Są to tonacje wysokie i niskie, wściekłe ryki i subtelne dźwięki.
Towarzyszą nam mgły, kolory, psy i koty.

Lucy / suka na zdjęciu / najbardziej lubi bagietki z masełkiem 🙂

W przerwach pomiędzy słuchaniem śpiewu fal i nic nierobieniem jemy ryby i owoce morza. Polecam mix , czyli smażone jak frytki kalamary, krewetki, sole i merlany.
A wieczorem cudownie jest usiąść na tarasie i obserwować „spektakl” wieczorny na niebie 🙂
DZIEŃ SIÓDMY
Wszystkie barwy Marrakeszu czyli nocny spacer po „soukach” ( targowisku)  medyny .

i słynne poprzez swoje kolory czapeczki z Marrakeszu :).

DZIEŃ ÓSMY I OSTANI

🙂

W WYPRAWIE WZIĘLI UDZIAŁ : MARTINITOURS I 3 MUSZKIETERÓW

Dodaj komentarz