O ramadanie w Taliouine i o przemyśleniach…

Taliouine ( miasteczko w górach Jebel Siroua) podczas Ramadanu niewiele się zmienia. Główna ulica
we wsi dalej tętni życiem. Tubylcy zaopatrują się w różne smakołyki na wieczór,
turyści przemykają, dzieciaki biegają ulicy wołając: Madame! Bonbon?!
W hotelu wszytko funkcjonuje. Ospały kelner nalewa piwo
turystom, jest nawet mleko przed 18.00 do kawy. Zazwyczaj należało poczekać do kolacji czyli do 20.00. 
Tylko na polach zaszły zmiany, czuć nadchodzącą jesień.
Wysuszona ziemia, pożółkłe kępy trawy, uschnięte krzewy.
Zachodzi słonce jest 19.15. Czas postu się skończył. Pora
zacząć śniadanie. Harrira i chabbakija.
Zjesz z nami? – Pyta kelner. Będzie sześć osób….

(…)

Za oknem góry utonęły w czerni nocy. Nie widać jeszcze
gwiazd. Kompletna cisza. Wszyscy w domach przy miskach zupy, cieszą się
pierwszym posiłkiem po całym dniu.
A przemyślenia?
Ramadan kojarzy się z oczekiwaniem. Czas, który, na co dzień nie
ma zbyt wielkiego znaczenia w Maroku, nagle zaczyna istnieć. Oczekiwanie, wystawia na próbę żądania i chcenia.
To ćwiczenie
cierpliwości. Cały dzień się czeka…
Cierpliwe oczekiwanie pozwala dostrzec o wiele więcej.
Podczas postu obserwuję spokojnie oczekujących na zachód słońca Marokańczyków. Często mam wrażenie, jakby w ich codziennym życiu nic się nie zmieniło, jakby to czekanie mieli we krwi, jakby się z tym już rodzili. 
” Poczekaj,  zobaczymy co się da zrobić” – często słyszę przy załatwianiu różnych spraw w Maroku.
Jest to bez wątpienia jedna z podstawowych cech
charakteryzujących ten naród. Oczekiwanie i cierpliwość.

Dodaj komentarz