Tamedakht

 noc
Zimą zmrok zapada już o 17.00, słonko chowa się szybko za góry Atlasu Wysokiego. Gdy ostanie promyki zajdą, ciemność zasnuwa okolice. Jedyne źródło światła to księżyc, gwiazdy i to padające czasami z okien domostw i hoteli.
– chodźmy, to blisko, 3- 4 km spaceru i pokaże Wam jedyną w tej okolicy częściowo zamieszkałą kazbę po Panach Atlasu Wysokiego. Pewno wjedziemy do środka na herbatkę…
Tej nocy nie dane było nam zwiedzić komnat warowni Gloui, zamknięta na 4 spusty, wokół tylko hulał mroźny wiatr i szczekały psy…
Zatrzymaliśmy się na herbatkę w malusieńkim sklepie – jednym miejscu gdzie toczyło się życie we wsi. I to jakie! Wewnątrz na podłodze siedziała gromadka mężczyzn w rożnym wieku. W rekach mieli przeróżne instrumenty muzyczne a nawet szklanki, łyżeczki, kamenie i wygrywali znane hity marokańskie. Cóż to był za koncert!  Z szklanką miętowej herbaty słuchaliśmy i słuchaliśmy aż wybiła północ (…)
dzień
Słonce zagląda przez szpary drzwi mojego pokoju. Otwieram okiennice: z jednej strony Atlas Wysoki a z drugiej lenienie płyną wody rzeki Mellah – w oddali ksar Ait Ben Haddou..
Mieszkam w cudnie położonym miejscu zaledwie kilometr od centrum Ait.B.H. i pól godziny spaceru do kazby Tamedakht.
Otulona ręcznie wydzierganym pokrowcem herbata stawia na nogi. Pora więc wyruszyć do Tamedakth!
Z oberży droga prowadzi w lewo, trzeba przejść drewniany mostek a potem wąskim i krętym asfaltem pod górę. Po chwili po lewej stronie wyłoni sie zza wzniesienia KAZBA, cacko ulepione z gliny.
Niegdyś zamieszkała przez rodzinę Glouich. Teraz straszy zburzonymi przez czas wieżami, pustymi oknami przez które widać druga stronę gór. Ale i  ma też swoich mieszkańców, nie są to potomkowie Gloui, ale wielodzietna rodzina wynajmująca najmniej zniszczone skrzydło warowni. Dzisiaj po krętych i wysokich schodach, pustych salach balowych biegają małe stópki dzieciaków,  przechadzają się duchy władców a na zrujnowanych wieżach wysiadują w gniazdach  bociany. Wędrując po kazbie, warto wejść na dach (opłatę za wejście 10 dh /osoba pobierają rodzice dzieciaków z kazby) czasami tez można natknąć się na zagubiony bucik Kopciuszka…. 
Warownia znajduje się prawie w centrum wioski, wychodząc droga prowadzi Cię przez wioskę, najpierw wąskim pasem asfaltu potem ubitym traktem prosto do Kazby Ounila (mały hotelik ). Po jednej i drugiej stronie mijasz małe domki z gliny – czerwonej – jak cały krajobraz wokół.
W Tamedakht można znaleźć wszystko co potrzeba do życia. Jest meczet, i grobowiec marabuta,
i słynny sklep spożywczy,  który w nocy zamienia się salę koncertową 🙂
Spragnieni mogą napić się herbaty w saloniku 
Domy w Tamedakht są porządnie ulepione a niektóre z nich pięknie zdobione. 
Warto rzucić okiem na sztukę jaką ukazują nam drzwi czy framugi okien, niektóre zdobione nieśmiertelną ręka Fatimy, która chroni przed złym lichem. 
Jest też malutki cmentarz….
A my idziemy dalej. Mapa pokazuje iż można wędrować aż do przełęczy Tizn’t Telouet,  mijając po drodze np. kopalnie soli kamiennej. Jest to jednak wyprawa na cały dzień ( z noclegiem w Telouet ) bo ok. 60 km.
Można tez zakończyć wycieczkę np. w kazbie Ounila.
W kazbie – hoteliku na tarasie maja parę stolików. Warto tam usiąść na herbatę.
Cisza. Słońce sięga zenitu. Słychać odgłos przełykanej herbaty.
Smak goryczy rozpływa się w ustach. Uderza do krwi. Stawia na nogi. Rozgrzewa jak południowe słonce.
Cisze przerywa ryk osła, nawoływanie muezina na modlitwę oraz głos gospodyni która szuka syna

– Ismail! Ismail!
– Naam? (tak?)
– Arzi ! (podejdź!)

16 letni chłopak o kędzierzawej czuprynie zbiega po schodach, rzucając nam ukradkowe pełne ciekawości spojrzenie….
 Cała trasa,  tam i z powrotem, zajmuje ok 3 h spacerem, od miejsca noclegu aż do Kazby Ounila. Nie warto się spieszyć…
Dom w którym mieszkam w przy Ait Ben Haddou emanuje spokojem, siedząc na tarasie mogę zajadać się tagijne obserwując krajobraz dookoła. Jest jak filmie. 
ps.: psy mile widziane, gospodarz – Marokańczyk –  ma dwa. ( i dwa koty które tez wylegują się na kanapie tylko ze z drugiej strony tarasu 🙂 )

Dodaj komentarz